niedziela, 17 września 2017

"MAŁE" życie... małe niedopowiedzenie

Znalezione obrazy dla zapytania małe życieNa "Małe życie" autorstwa Hanya Yanagihara trafiłam przypadkiem w Biedronce. Jako jeszcze bezrobotna studentka miałam wątpliwości czy przeznaczyć tą resztkę styczniowych kieszonkowych właśnie na książkę (pomimo atrakcyjnej ceny). Okładka piękna, opis mnie zachęcał, więc mając pod ręką moją trzynastoletnią siostrę i brata, którego wiozłam na studniówkę poprosiłam o wcześniejszy prezent urodzinowy.
Zabierałam się za nią kilka dni, z namaszczeniem gładząc okładkę i czując gdzieś w środku, że to będzie dobre. Z racji tego, że trochę już książek czekało na mojej półce do przeczytania, postanowiłam zrobić mały First Chapter Challenge. Wygrało "Małe życie".

Czy spodziewałam się po przeczytaniu pierwszego rozdziału o czym będzie całość?
NIE.
Czy książka była o tym, o czym informował opis?
Jasne, że nie. To było dużo więcej...
Nigdy nie uważałam się za osobę, która mogłaby się aż tak zaczytać w książce o takiej tematyce. Nie będę ukrywać, że lubię romanse, dobry erotyk, czasami trafi się fantastyka, a już serię Diany Gabaldon będę wielbić do końca życia. Ale pokochałam "Małe życie", mimo że złamało mi serce.
Nigdy też nie bałam się książki, a w tym przypadku ze strachem przewracałam kolejne strony, obawiając się, co jeszcze mnie w niej spotka. Płakałam w trakcie, płakałam po zakończeniu, i zdarzało się, że płakałam na samo wspomnienie, albo czytając któryś z fragmentów.
Mimo, że książka jest fikcją literacką, to takie rzeczy się niestety zdarzają. I bardzo często tacy ludzie znoszą to w ciszy, tak jak Jude.
Warto sięgnąć po "Małe życie" i zapoznać się z "historią życia czwórki przyjaciół"- delikatnie mówiąc. Ale przygotuj się na to psychicznie, bo kac książkowy gwarantowany, lekka depresja bardzo możliwa, a paczka chusteczek może nie wystarczyć. I radzę nie czytać w miejscach publicznych, raczej samotnie za zamkniętymi drzwiami. Nie zaglądaj też od razu na zakończenie, w niczym Ci to nie pomoże...



sobota, 13 sierpnia 2016

Na koniec świata!

Na koniec świata - Elizabeth LowellOszukasz mnie raz, do diabła z tobą, oszukasz mnie drugi raz, do diabła ze mną.
Kolejna autorka, którą ubóstwiam <3
Często na forach o poszukiwanych książkach pojawia się pytanie o te, na których można popłakać, ale tak porządnie. I bardzo często odpowiedzią jest właśnie książka Elizabeth Lowell oraz książka z posta poniżej.

"Na koniec świata" to historia wielkiej namiętności pomiędzy dwojgiem zranionych przez życie ludzi. Fascynacji, która połączyła fotografującą piękno Catherine i bogatego projektanta jachtów Travisa, ciężko jest się przemienić w coś więcej ze względu na strach przed kolejnym zranieniem.
Jesteś bogatsza niż ja będę kiedykolwiek. Jesteś ogniem, życiem, miłością. Gdybym mógł mieć pewnoś, że cię kupię, sprzedałbym "Wojowniczkę", własną duszę. Ale ciebie nie można kupić, ani wyżebrać, ani pożyczyć. Ale można cię ukraść...

I o ile Catherine zaczyna godzić się z myślą o pokochaniu Travisa i pragnieniem spędzenia z nim reszty życia, to jednak Travis wciąż podejrzewa ją "niecne" zamiary względem jego fortuny.
Bogaci ludzie po prostu nie potrafią kochać. A obydwoje wiemy jak bardzo jesteś bogaty, prawda?
W sumie to mogłabym skopiować tu całą książkę, ponieważ uwielbiam w niej wszystko i zawsze delektuję się od początku do końca każdym słowem! Polecam, naprawdę polecam! To książka, w której bohaterka po wyznaniu miłości przez ukochanego nie rzuca mu się od razu w ramiona (that's my girl!).

UWIELBIAM!

Los tak chciał...

Los Tak Chciał - Mary Lynn BaxterNigdy tak nie płakałam przy żadnej książce (jeżeli chodzi o film to z A.I.: Sztuczną inteligencją było bardzo podobnie)!

Nie mam pojęcia jak ktokolwiek mógłby przeżyć i się nie załamać po wydarzeniach, które spotkały główną bohaterkę, Beth.



W wieku 17 lat traci wszystko: człowieka, którego kocha, jego miłość, marzenia o wspólnej przyszłości oraz poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości. Po latach wraca do domu rodzinnego i stara się rozpocząć nowe życie. I znowu się zaczyna...

Najlepsza przyjaciółka jest żoną mężczyzny, z którym to ona planowała spędzić życie, staje w obliczu śmiertelnej choroby przyjaciółki. To nie jest jednak koniec nieszczęśliwych wydarzeń, ale nie chcę zdradzać wszystkiego :)

W każdym razie nie spotkałam jeszcze książki, gdzie na praktycznie każdej stronie musiałam smarkać w chusteczkę   i ocierać wielkie łzy. Książka trudna, ale jednocześnie ma   w sobie taką siłę... Mogę śmiało powiedzieć, że mimo wzudzania silnych emocji, powinna spodobać się każdemu.

Ale radzę uzbroić się w paczkę chusteczek!

Sercowe kłopoty

"Nie potrafię śpiewać, enamorada, ale jej słowa mówią o tym, że gdy mężczyzna naprawdę kocha kobietę, to, patrząc na nią, widzi swoje nie narodzone dzieci."

Sercowe kłopoty - Diana PalmerKsiążka niezwykła, do której wracam bardzo często (nawet co miesiąc). I mów co chcesz, ale mimo obecności tak wielu niesamowitych książek, to właśnie bez romansów nie wyobrażam sobie życia. To dzięki nim bez problemów przeszłam okres buntu, który w moim przypadku był dosyć łagodny. No bo szczerze, rodzice nie mogli zabronić mi czytać, a innych tak zaawansowanych zainteresowań w tamtym okresie nie miałam ;P
A pani Palmer wie czego potrzebuje czytelnik, aby zakochać się w każdej jej książce! Dla mnie mają jednak jedną wadę- są zdecydowanie za krótkie :(

Główna bohaterka Noreen ma nie tylko problemy z sercem, ale również boryka się z silną, nieodwzajemnioną miłością do męża swojej nieżyjącej kuzynki. Z kolei Ramon, targany równie silnymi emocjami do swojej szwagierki, początkowo przypisuje to nienawiści. Obwiniając Noreen o śmierć swojej pięknej żony nie zauważa poważnych problemów zdrowotnych, z którymi się ona zmaga. Wszystko jednak zmienia się, gdy Noreen trafia pod jego nóż na stole operacyjnym...
Nie chcę zdradzać wszystkiego, ponieważ to jedna z moich ukochanych książek i uważam, że każdy powienien przeżyć ją sam. Mogę jedynie zdradzić, że wiele spraw się wyjaśnia i ich historia nabiera zupełnie innego kierunku :)

Gorący romans!

Uwielbiam! Chyba wszystkie książki Diany Palmer są cudowne :)

Gorączka nocy - Diana PalmerDo "Gorączki nocy" wracam bardzo często. Być może to właśnie motyw bardzo męskiego bohatera i z pozoru delikatnej bohaterki tak mnie przyciąga, nie wiem. W każdym razie Becky i Rourke wzruszają mnie za każdym razem. Nie jest im łatwo dotrzeć do siebie i stworzyć idealny związek, kiedy kłody sypią im się pod nogi. Mnóstwo wzajemnych oskarżeń, niepewności i ogromne pragnienie bycia kochanym za bycie sobą.

Becky Cullen to młoda, ciężko pracująca kobieta, która wychowuje dwójkę młodszych braci oraz zajmuje się chorym dziadkiem. Kiedy starszy z braci zaczyna mieć problemy z prawem wokół niej zaczyna krążyć przystojny prokurator Rourke Kilpatrick. Początkowo jest zainteresowany dziewczyną wyłącznie z powodu młodocianego przestępcy, jednak poznając ją bliżej zaczyna darzyć ją głębszym uczuciem. I wtedy sprawy zaczynają się komplikować...

Gorąco polecam historię Becky i Rourke'a, przede wszystkim na długie wieczory :)

czwartek, 30 czerwca 2016

S02E04 - Kłamstwo ma krótkie nogi



Wszystko zaczyna się dosyć zabawnie (szczerze to niezle się uśmiałam!). Reakcja Jamiego na imię wybrane dla przyszłego potomka ewentualnej płci męskiej była genialna! On nawet nie ukrywał swojego przerażenia, przez wzgląd chociażby na małżonkę, że jego syn mógłby zostać ochrzczony imieniem Lambert!

"We could name him Lambert."
"Lambert?!"
"Yes, after my uncle."

Niestety miłą pogawędkę przerywa podstępny, ale jakże świetnie dobrany Comte St. Germain, który jak się można domyślić stał za nieudanym otruciem Claire. Oczywiście oboje z Jamiem wiedzą, że to jego forma zemsty za zniszczenie statków, więc można mu wróżyć rychłą śmierć...

Bardzo wzruszający moment, w którym Jamie dowiaduje się, że jego największy wróg życje i że sam może zemścić się za krzywdy, których doświadczył on sam, jak i jego żona, z łap tego wstrętnego...  człowieka, oglądałam wielokrotnie. Brawo Sam za emocje, które ukazałeś nam w tym odcinku! Ulga, wzruszenie, rozbawienie, olśnienie, wściekłość, wolność, oszołomienie, miłość, radość, wdzięczność  (no ja tyle zobaczyłam w tej szczególnej scenie, nie wiem jak inni).

"This is wonderful news."


Jedną z nowych postaci, które bardzo polubiłam dzięki temu, że zobaczyłam ją w serialu jest Mistrz Raymond. Tajemniczy jegomość przepowiedział Claire, która znowu martwi się o Franka, że jeszcze się z nim zobaczy. Co dla osób, które nie czytały książek może oznaczać, że
a) Claire spotka go w tzw. zaświatach
b) Claire wróci do przyszłości

c) Frank przeniesie się w przeszłość


d) BJR jest Frankiem? (nie no, z tym to przesadziłam!)
e) Mistrz Raymond wie o Claire i jej podróży w czasie.

Kolejną niespodzianką, o której zapomniałam, że czytałam w książce, jest pozamałżeńska ciąża Louise. Nie pamiętam ile ta kobieta ma lat, ale zachowuje się jak nastolatka...

"You mean sleep with my husband? But my lover would be furious!"

Uwolniony od koszmarów Jamie jest już w bardzo kochliwym nastroju. Niestety przebywanie tyle czasu w burdelu może skutkować kilkoma ugryzieniami! Ale chyba każda z nas czekała na ten własnie moment... (ja czekałam i dzięki wielkie za pauzę!)
Także życie małżeńskie wróciło do normy, co bardzo mnie cieszy, podobnie jak Murtagha i całą służbę.

Dzięki swojej inteligencji Claire i Jamie mogą wykorzystać wiedzę na temat romansu Louise i Charlesa. Organizują więc przyjęcia, na którym niezaproszony przez gospodarzy pojawia się również St. Germain.
Niestety nieszczęścia lubią chodzić parami... I tak w pieszej drodze powrotnej Murtagh, Mary i Claire zostają zaatakowani przez bandę rzezimieszków (uwielbiam to słowo). Gwałt był w tamtych czasach bardzo częstym zjawiskiem, któy niestety skutkował usunięciem owej nieszczęsnej damy z towarzystwa i niszczył tym samym jej możliwości na zamążpójście. Chyba, że trafiło się na tak miłego Aleksa Randall, który jest caałkowitym przeciwieństwem swojego brata.

Dlatego też kolacja tylko w połowie się udała. Co miało zostać ukryte wyszło na jaw...

Pamiętam jak czytałam "Uwięzioną w bursztynie" na wykładzie i scenę, w której kat opisywał Claire swoją profesję z bardzo obrazowymi szczegółami. Mdłości gwarantowane, jeśli ktoś jeszcze nie czytał. Jednak po angielsku brzmi to delikatniej niż po polsku.








S02E03 - Pracujący małżonek

Jakoś się tak złożyło, że nie miałam może weny, może czasu na napisanie komentarzy do kolejnych odcinków nieziemskiego Outlandera. Ale skoro w tym tygodniu zrobili przerwę i finał sezonu pojawi się dopiero za niecałe dwa tygodnie to postaram się wtrącić parę przemyśleń na temat obejrzanych odcinków. Zdecydowanie ułatwię sobie zadanie i w trakcie obejrzę po raz kolejny każdy z nich (nie żebym się skarżyła ;P ).


Za każdym razem kiedy James Alexsander Malcolm MacKenzie Fraser pojawia się na scenie, automatycznie uśmiech wjeżdża na moją twarz. Mimo, że w tym odcinku pojawia się bardzo często, to jednak jego obecność nie cieszy tak bardzo ze względu na brak Claire, albo pojawienie się jej jedynie w przelocie. Jednak najlepszy odzew z mojej strony Jamie zyskuje kiedy u jego boku stoi żona. Tym razem pracujący małżonek pojawia się rano, albo wieczorem, żeby zaraz wyjść i zostawić ciężarną Claire samej sobie. Zrozumiałe, że stara się realizować plan powstrzymania rebelii, ale ludzie, potrzebuję miłości!
Jeżeli zdarzyło Ci się czytać serię Diany Gabaldon to doskonale wiesz, że Claire Fraser nie jest sobą kiedy nie może zrobić czegoś pożytecznego. W przeciwieństwie do mnie, nie w głowie jej leżenie i czytanie książek, albo gapienie się w sufit. Nie zadowoli jej również partyjka wista, i babskie ploteczki. Ona chce działać!
Swoją drogą naiwność, czy też  niewinność Mary z odcinka na odcinek jest co raz bardziej zabawna. Zapewne nie tylko ja uśmiałam się podczas herbatki z paniami :D
Ale jak wiadomo, spotkanie miało swoje konsekwencje, a mianowicie Claire odkryła w końcu skąd znała nazwisko Mary Hawkins. Oczywiście można się było spodziewać, że BJR będzie miał w tym swój udział...
A tak szczerze, kto się spodziewał, że nasz kochany Murtagh zostanie przyłapany w takiej sytuacji, no kto?

Nie wiem dlaczego, ale od momentu, w którym zaczęłam czytać serię Outlander każdy fragment związany z leczeniem chorych połykam zachwycona z wielkimi z wrażenie oczami :O Uwielbiam te fragmenty. Dlatego też byłam zachwycona kiedy Claire znalazła się w końcu w charytatywnym szpitalu (ropa, krwotoki, wystające kości- to jest to). Brawa dla producentów za dobór aktorów- matka Hildegarde genialna!
W każdym razie kiedy to Claire z zachwytem sprząta nocniki spod łóżek chorych i na podstawie smaku moczu, z wielkim zaangażowaniem, ocenia postęp choroby, biedny małżonek niepokoi się do póznych godzin nocnych, a wściekłość w nim narasta. Nie polepsza też sytuacji fakt, że Claire wydaje się być wręcz szczęśliwa z "pracy", na której udało jej się wręcz awansować.


I kolejny świetny wybór, czyli młody Fergus!
"Let me go, you dirty English bastard!"
"English? First of all, I'm a dirty Scottish bastard".

"I am interested in you."
"I am not a whore!"

I tak Fergus rozpoczyna pracę dla rodziny Fraser na stanowisku "głównego złodzieja" listów. Swoją droga nigdy bym nie pomyślała jak wiele razy jeden list był w rzeczywistości przechwytywany w przeszłości, ile osób czytało prywatną korespondencję władców.

No i największą perełkę zostawili na koniec, a mianowicie przyjazn matki Hildegarde ze znanym Janem Sebastianem Bachem.

"I'm surprised you have heard of him. He sends me things now and again. He calls them inventions."
Dzięki jej pomocy rozwiązują zagadkę, i odkrywają kto jest kłamliwym, zdradzieckim, wrednym, okropnym, porąbanym (czasami dosłownie)... człowiekiem... Sandringham, ty draniu!



 Uwaga: polecam książkę! Tym razem coś z serii romans historyczny i książka, do której musiałam dojrzeć w jakiś sposób, bo tym razem pochłonęłam ją bardzo szybko. "Whitney, moja miłość" okazała się wspaniałą lekturą na ten wakacyjny czas. To ten typ historii, gdzie możesz popłakać i pośmiać się. Także pojecam!